maczek napisał(a):
Wypaliłem w życiu 4 papierosy, pierwszy z ciekawości, pozostałe po pijaku na imprezie ;P Nie posmakowało mi. Moi rodzice palili przez ponad 20 lat. Mama nawet paliła jak była w ciąży ze mną

Oboje rzucili z dnia na dzień, bez żadnych leków, nicorette czy podobnych. Jedyne co pamiętam, to że tato zwiększył spożycie mentosów po odstawieniu fajek

Może to jest ten magiczny środek?

PS. Od dawna zastanawia mnie jedna kwestia - każdy palacz mówi, że papierosy go uspokajają, podczas gdy palenie tak naprawdę drastycznie podnosi ciśnienie krwi i przyspiesza pracę serca. To jak to jest?

Jak jesteś zdenerwowany, pojawia się stres organizm szuka "lekarstwa"/"wyjścia z sytuacji", a że jest uzależniony od nikotyny, to potęguje się uczucie braku nikotyny no i musisz zapalić... wtedy się "uspokajasz", gasisz swój "wewnętrzny niepokój organizmu", jednak dalej jesteś wkur***** jakąś niemiłą sytuacją.
Ja paliłem przez chyba 3 lata ciężko powiedzieć bo paliłem wszystko co się dało i w dużej ilości... zaczynając od sheeshey, przez cygaretki i cygara, potem skręcałem sobie papierochy, potem już paliłem po paczce dziennie. Pewnego dnia stwierdziłem "jadę za 3 dni do chorwacji i chcę zrobić 30m" więc wypaliłem co mi zostało i przestałem palić. To trwało do świąt (jakieś 4 miesiące), na święta wróciłem do domu rodzinnego, czyli imprezy ze starymi znajomymi i znowu zacząłem palić i tak paliłem przez miesiąc i znów przestałem... tym razem na dobre i nie palę do teraz. Na pewno czuję się lepiej, mogę się przebiec i nie złapać zadyszki, nie śmierdzę papierosami, kasy więcej.
Palenie to syf(zdrowie, estetyka, finanse), ale z drugiej strony lubię palić... więc mówię sobie, że jak będę miał 60 lat to zacznę palić, a teraz zajmę się nurkowaniem.
Palenie ciężko rzucić, przez pierwsze tygodnie miałem straszny głód, ale trzeba sobie powiedzieć NIE. Trzeba to potraktować jak trening silnej woli i trzeba naprawdę chcieć. To tak jak ze statyką... musisz zapalić - musisz wziąć oddech, ale mówisz sobie jeszcze nie, wytrzymaj. Najlepiej sobie samemu wewnętrznie pomyśleć o tym i nawbijać sobie, że jest się słabym ************ (dużo obelg), że nie umiesz panować nad swoimi decyzjami i jeśli na prawdę czegoś chcesz to to zrób. Ja w ten sposób rzuciłem.
Ale rzucić to jeszcze połowa sukcesu... potem jest jeszcze walka z tym żeby nie zapalić ani jednego... NIGDY. Jeżeli siedzisz przy piwie z kumplami i wszędzie dym w powietrzu i nagle nachodzi cię ochota na papierosa, to musisz sobie odmówić, a jeśli kiedykolwiek zdarzy ci się zapalić to powinieneś mieć wobec siebie duuuże wyrzuty... bo zadziałałeś wbrew sobie i własnej decyzji... zdradziłeś sam siebie. To jest takie bycie faszystą wobec samego siebie... jak reżim treningowy, np. bieganie, nie chce ci się, ale mimo to idziesz biegać itp.
Rzucenie palenia leży w naszej głowie, do puki sam w pełni do tego nie dojdziesz i nie wywalczysz tej decyzji sam w sobie to nie rzucisz.